Niedziela 11 lipca 1943 roku. Ukraińcy postanowili zaatakować Polaków modlących się w
kościołach, by w jak najkrótszym czasie zabić możliwie najwięcej ludzi. Banderowcy ostrzeliwali domy
modlitwy z broni maszynowej i wrzucali granaty do środka. Tych, którzy przeżyli, dobijali. W ciągu
niespełna trzech dni zaatakowali około 100 polskich miejscowości. Ofiary liczono w dziesiątkach
tysięcy. Okrucieństwo Ukraińców wykraczało poza wszelką skalę
Krwawa niedziela nie zakończyła pogromu. Morderstwa trwały nadal. W tym miejscu należy
wspomnieć, że tylko nieliczni ginęli od pocisków. Większość nie miała tyle szczęścia. Metody
Ukraińców były niezwykle brutalne, wręcz bestialskie. Byli okrutni do tego stopnia, że większość
stosowanych przez nich metod uśmiercania Polaków po prostu nie nadaje do przytoczenia.
Wystarczająco wymowny jest fakt, że niektórzy szukali ratunku u okupanta. Woleli trafić do niewoli
lub dać się rozstrzelać niż zginąć w sposób, w jaki nikt nie powinien umierać.
Nic nie usprawiedliwia rzezi
Nie wszystko jest czarne lub białe. Nie ma wątpliwości, że wielu mieszkających w granicach Polski
Ukraińców nie przedstawiało radykalnych poglądów nacjonalistycznych. Dowodem na to niech będzie
fakt, że gdy w 1939 roku rozpoczęła się II wojna światowa, ponad 100 tys. Ukraińców walczyło ramię
w ramię z polskimi żołnierzami. Około 7 tys. poległo na froncie. Wcześniej i później wielu opowiadało
się za pojednaniem. Nie brakowało sprawiedliwych, którzy ostrzegali Polaków lub dawali im
schronienie. Część z nich zapłaciła życiem za swoją postawę.
Polacy nigdy nie byli kryształowi w stosunkach z Ukrainą. Zresztą to samo można powiedzieć o drugiej
stronie. Nic jednak nie usprawiedliwia takiej zbrodni. Na Wołyniu i w Galicji ginęli cywile –
mężczyźni, starcy, kobiety i dzieci. Umierali w niewyobrażalnych mękach, a ci, którzy przeżyli, do
końca będą nosili piętno tamtych wydarzeń. Zabójstwa Polaków trwały do maja 1945 roku.
